Mleczna przygoda, czyli karmienie piersią dla opornych

Często, gdy rozmawiam z kimś pierwszy raz od porodu Sareczki, gdy wymienimy już uprzejmości związane z gratulacjami i podziękowaniami,  pada magiczne pytanie: karmisz piersią? Przyznam, że lubię to pytanie, być może dlatego, że odpowiedź mnie satysfakcjonuje: TAK! Karmię piersią! Jestem z tego dumna! Bynajmniej nie chodzi o to, że uważam, że każda matka Polka piersi ma po to, aby móc nimi wykarmić dzieci. To, jak karmi każda matka to jej sprawa. Już w szpitalu spotykałam dziewczyny, które świadomie rezygnowały z karmienia, nie przystawiając dziecka ani razu. Nie neguję, ich sprawa. Ja po prostu jestem z siebie cholernie dumna tylko dlatego, że stoczyłam ogromną bitwę o karmienie piersią i z satysfakcją stwierdzam, że wygrałam batalię. Czy wygrałam także wojnę? Okaże się za kilka miesięcy. Ale od początku. IMG_0663O tym, że będę mieć problemy z karmieniem, wiedziałam już w ciąży. Podobnie było w pierwszej ciąży. Po porodzie wróciłam do domu bez dzieciątka, problem jednak w tym, że moje cycki o tym nie wiedziały. Na trzy dni po cesarce laktacja ruszyła. I to pełną parą. Brałam leki na zatrzymanie laktacji, ale to na niewiele się zdało. Kamienie szybko zastąpiły moje piersi, ból był niesamowity, odciąganie pokarmu również. Pamiętam jak dziś jak siedziałam na łóżku i wylewałam ogromny łzy bólu,smutku i tęsknoty, a mama i mąż masowali mi po jeden piersi jednocześnie. Wtedy również poznałam zbawienny wpływ kapusty (kobieta, która na to wpadła powinna być wyniesiona na ołtarze) i z czasem laktacja ustąpiła.

Tym razem miało być troszkę inaczej, bo przecież będzie miał kto mi pomagać – mój mały ssaczek będzie odciągał mleczko, nie dopuścimy do takich ogromnych zastojów! O naiwności! W dniu porodu wieczorem przyniesiono mi Saruśkę i kazano przystawić do piersi. Nie miałam żadnego doświadczenia w tej dziedzinie, ale sądziłam, że poszło mi doskonale! Malutka pięknie zrobiła dzióbek jakby chciała mi wysłać buziaczka i przyssała się do piersi. Dopiero znacznie później dowiedziałam się, że sposób jej chwytania był całkowicie nieprawidłowy. Miałam płaskie brodawki, córcia łapczywie ciągnęła i na efekty nie trzeba było długo czekać – już następnego dnia moje brodawki były całe poranione, szybko zaczęły krwawić, a przystawianie sprawiało ogromny ból. Kilka ładnych dni trwało dochodzenie moich piersi do w miarę normalnego stanu – i tu peany pochwalne w stronę silikonowych nakładek – kapturków. Można powiedzieć, że gdyby nie one, nie karmiłabym piersią do dziś. W szpitalu od razu przyplątał się również nawał pokarmu. Dość dziwne zjawisko, bo cały personel twierdził, że kobiety po cięciu z reguły przez kilka pierwszych dni w ogóle nie mają pokarmu, a ja od pierwszych chwil miałam czym  karmić. Niemalże całe dnie i noce spędzałam w szpitalu na nieustannym przystawianiu Sary do piersi (przez kapturki oczywiście), odciąganiu laktatorem reszty pokarmu, wietrzeniu piersi, smarowaniu krwawiących brodawek, masowaniu guzów powstałych w piersiach.

IMG_9835
Pierwsze przystawienie do piersi 🙂 
IMG_9903
Szpitalne posiłki 

W domu wcale nie było lepiej. Wróciliśmy w czwartek po południu i jeszcze tego samego dnia wieczorem dostałam wysokiej gorączki. Gdy do rana nie było poprawy byłam zmuszona zostawić malutką Sarcię z tatusiem w domku (i tu ukłony dla mojego męża, który w pierwszej dobie po wyjściu naszym ze szpitala został sam z córcią i poradził sobie znakomicie). Byłam tak osłabiona przez gorączkę, że nie byłam w stanie jechać samochodem – taksówką dotarłam do szpitala, a tam od razu mnie położono i podano kroplówkę z antybiotykiem. Okazało się, że mam poważne zapalenie piersi, a gdy już mnie wypuszczono do domu z zapasem antybiotyku na kolejne 10 dni byłam tak wyczerpana, że nie miałam siły na nic. Karmienie sprawiało ogromny ból, samo lekkie dotknięcie piersi powodowało, że przechodziły mnie dreszcze. I tak pierwszy nasz tydzień w domku spędziłam na bolesnym przystawianiu, odciąganiu resztek pokarmu, stosowaniu naprzemiennych gorących i zimnych okładów, okładaniu piersi kapustą…

SONY DSC
Śmiech jeszcze przez łzy
SONY DSC
Kapturki w pierwszych tygodniach przynosiły ulgę
IMG_0583
Z czasem nauczyliśmy się karmić  bez nakładek

Przetrwałam najgorsze. Z czasem zapalenie ustąpiło, piersi przestały tak kosmicznie boleć, poranione brodawki się zagoiły. Odważyłam się karmić bez kapturków i wreszcie karmienie przestało być taką ogromną męczarnią. Daleka jestem jeszcze od stwierdzenia, że przynosi mi to ogromną radość, bo póki co jedyną radością jest niesamowita bliskość z Sareczką. Ale karminie samo w sobie nie stało się przyjemne. Pamiętam, jak w szpitalu jeszcze położna powiedziała mi, że niedługo dojdę do takiej wprawy, że będę karmić dziecko i jedną ręką pić kawę, a drugą czytać gazetę to myślałam, że prędzej wyrośnie mi trzeci cycek, niż przy karmieniu będę w stanie skupić się na czymkolwiek innym niż bólu. Cóż, kawy może nie piję, ale herbatę owszem, a zamiast gazety czytam książkę, przeglądam instagrama lub przewracam paciorki różańca. Karmienie stało się rutyną. Nie wylewam już łez podczas przystawiania. Karmię moje dziecko piersią (a nawet piersiami) i jestem z tego dumna. I wreszcie ja mam swoją supermoc! 🙂

IMG_0665
milk

Advertisements

9 thoughts on “Mleczna przygoda, czyli karmienie piersią dla opornych

  1. Cieszę się niezmiernie, że byłaś taka dzielna i wygrałaś tą walkę… Mam nadzieję, że z czasem będziecie obie czerpały z karmienia piersią same przyjemności 😉
    Taka tylko podpowiedź ode mnie: Jeśli masz nawał pokarmu to nie powinnaś po karmieniu odciągać laktatorem (tylko przed przystawieniem trochę, by piersi były miękkie i małej było dobrze zassać lub jakiś czas po karmieniu tylko do uczucia ulgi). Po karmieniu, gdy opróżniasz piersi dodatkowo laktatorem, powodujesz ich stymulacje i produkcję mleka jeszcze bardziej.

    Lubię to

    1. Dzięki za radę 🙂 Czasem po
      wieczornym karmieniu odciągam jedną pierś przed nocą. Sara najada się z jednej piersi, gdy nie opróżnię drugiej przed snem to po kilku godzinach kamień murowany…

      Lubię to

      1. Ola też dłuuugo jadła z jednej piersi, potem przez pewien czas z dwóch i teraz znowu z jednej… 🙂
        Ja też przez pewien czas przed każdym przystawianiem do piersi odciągałam 20-30ml i wylewałam, bo w tym początkowym mleku jest najwięcej laktozy, która może uczulać i powodować bóle brzuszka, ulewanie.

        Lubię to

  2. Podziwiam Cię za to że wytrwałaś. Sama karmię piersią i bardzo mnie to cieszy, ale na twoim miejscu chyba bym się poddała. Moja mama kiedy i ja i moja siostra się urodziłyśmy w obu przypadkach miała zapalenie piersi i leżała w szpitalu przez co szybko zostałyśmy przestawione na modyfikowane mleko. Ja też ściągam ciągu dnia mleko laktatorem bo mam go sporo, ale to dlatego, że w nocy karmię mała butelką. Inaczej mała je na raty i budzi mi się co chwilę bo zanim się naje zasypia przy piersi i nie dojada. A tak mam pewność ile zjadła. 🙂

    Lubię to

  3. Brawo dla Was dziewczyny! Mnie bardzo brakowało karmienia piersią. Niestety nie odnieśliśmy pełnego sukcesu, bo tylko i aż 4 miesiące przy piersi, ale zawsze coś:) Cudny widok widzieć Cię taką szczęśliwą:) Trzymam kciuki za powodzenie i pełny brzuszek Malutkiej!:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s