Jak się przygotować do rozszerzania diety?

Rozszerzanie diety idzie nam coraz lepiej! Tak jak pisałam ostatnio – początki były trudne i raczej bezowocne, odłożyłam zatem wprowadzanie pokarmów do szóstego miesiąca i to był dobry wybór. Zabrałam się za to z zupełnie innej strony i widać  efekty. Bo moim zdaniem do rozszerzania trzeba się przygotować. Jak? Oto moje zdanie:

  1. Krzesełko do karmienia.
    Oczywiście można bez niego. Pierwszy raz próbowaliśmy. Porażka. Sarunia siedząc na kolanach kręciła się, pluła, chciała się bawić, tulić, jeść cyca – czyli robić wszystko to, do czego jest przyzwyczajona siedząc na kolanach. O jedzeniu z łyżeczki nie było mowy. To samo dotyczy huśtawki – do tej pory służyła tylko do zabawy i huśtania – jak więc jeść i huśtać się jednocześnie? Misia pogardziła takim rozwiązaniem. Zakupiliśmy więc krzesełko i od początku przyzwyczajamy Sarunię do jedzenia w nim. Wie, że jak ją tam wsadzam, to znaczy, że będzie jedzonko – akceptuje to, bo krzesełko to nie miejsce do zabawy ani do huśtania – tutaj tylko jemy. Postawiliśmy na najzwyklejsze krzesełko z Ikei – jest małe, do naszej kawalerki w sam raz, plastikowe i szybko się je czyści – nie ma niepotrzebnych materiałów, zakamarków i udziwnień. Dokupiliśmy wkładkę na początek, aby siedzenie było wygodniejsze, ale z czasem przestaniemy z niej korzystać.
  2. Bałagan dookoła.
    Na to też trzeba się nastawić. Pamiętam moją początkową spinę, że łyżeczka nie zawsze ląduje w buzi, a jak już wyląduje, to niepełna zawartość, a jak już wyląduje pełna zawartość, to zaraz Tuptuś ją wypluwa. Tu kapnie, tam spadnie, tu poleci. Brudna buzia, brudna bluzeczka, czasem nawet spodenki i skarpetki. Co można zrobić? Zaakceptować. Z czasem będzie lepiej. Ale na początku będzie jedzonko wszędzie dookoła. Przestałam się przejmować – zakładam śliniaczek, w podorędziu mam pieluszkę i karmimy się. Kapnie na bluzeczkę? Wypierze się. Marchewka nie chce się sprać? Trudno, wyrzucimy niedługo, kolejnemu maluchowi kupimy nowe body. Liczy się tu i teraz. Co prawda – kupiliśmy również w Ikei śliniaczek taki z rękawkami, wodoodporny. Super rozwiązanie, choć dla  nas przydałby się kombinezon cały, bo pomimo, że jest śliniaczek do kolan i z rękawkami, to jedzenie czasem ląduje na… stopie.
  3. 3-4 łyżeczki – nie więcej!
    Powszechnym jest fakt, że przy wprowadzanu nowych pokarmów należy podawać dziecku maksymalalnie 4 łyżeczki produktu i obserwować, czy nie ma reakcji alergicznej. Dla mnie te 4 łyżeczki mają inny wymiar – Misia po prostu więcej nie zmieści! Mimo, że podawać pokarmy staram się zawsze przed karmieniem mlekiem, to przecież nie robię tego zupełnie na głodniaka. Wówczas byłaby rozdrażniona i nic by z tego  nie wyszło. A malutki żołądeczek nie zmieści zbyt wiele zwłaszcza, gdy jest jeszcze częściowo zajęty mleczkiem. Dobrze jest mieć świadomość tych niewielkich ilości, można dzięki temu uniknąć myślenia, że maluszek jest niejdakiem.
  4. Pokarm lądujący w ustach wcale tam nie zostaje.
    To również trzeba sobie uświadomić. Sarunia jedzenie kojarzy tylko ze ssaniem piersi – ona ssie, mleczko leci i trzeba je połknąć. Co zrobić z zawartością w ustach, która wpada niemalże sama i smakuje zupełnie inaczej? Jak sobie z tym poradzić? Niemowlę nie potrafi początkowo zbierać samodzielnie zawartości łyżeczki, a gdy już ma papkę w buzi, często języczkiem wypluwa. Właśnie tak było z Sarką. Jedzonko ląduje w buzi i za chwile już kapie po brodzie – wystarczył jeden zwinny ruch języczka. To normalne. Teraz już to wiem. Przeszło po kilku dniach.
  5. Nie wszystko musi smakować.
    To, że niemowlę nie zna praktycznie żadnych smaków, nie znaczy wcale, że z zaciekawieniem musi zajadać się wszystkim. Nie. Sarunia próbuje ostrożnie nowe smaki, czasem po jednej łyżeczce otwiera buzię z chęcią i czeka na następne, a czasem się krzywi, odsuwa, nie chce. Dajmy maluszkowi prawo do zdecydowania co mu smakuje, a co nie.
  6. Papki czy BLW?
    Te pierwsze znane od zawsze, te drugie modne ostatnio. Papki krytykowane za brak możliwości wyboru przez maluszka tego, co dziecko zje i ile zje. BLW zachwalane za to, że mały człowieczek ma pełną kontrolę nad wszystkim. My postawiliśmy na papki jako pierwsze produkty. Niedługo pewnie  będzie i coś bardziej stałego,póki co karmimy się łyżeczką. A jeśli już papki to:
  7. Przygotowywać samemu czy słoiczki?
    Nie popadajmy w paranoję, ale wszystko z głową. Co jesteśmy w stanie przygotować samodzielnie to czemu nie. Jeśli uważamy, że słoiczek jest lepszy niż marchewka w biedronki – dajemy słoiczek. Sarunia ma za sobą słoiczki, ale i naturalne jabłuszko czy ziemniaczka. Przy słoiczkach zwracam bardzo uwagę na skład: musi być bardzo krótki i naturalny, żadnych cukrów, soli itp. 100% warzyw lub owoców, w owocach czasem dodana jest witamina C.

Tak przygotowani, z takim nastawieniem, rozpoczęliśmy przygodę z karmieniem po raz drugi. Zaczęliśmy od warzyw w myśl tego, że jak Misia pozna słodki smak owoców, to warzywami będzie gardzić. Aktualnie staramy się, aby każdego dnia zjadła już jedną porcję warzyw i jedną owoców. Co już mamy w naszym jadłospisie?

  • marchewka – lubimy bardzo!
  • ziemniaczek – ok
  • dynia – bez entuzjazmu, ale zje
  • brokuły – bleeeee
  • zupka jarzynowa – pycha
  • jabłko – niezbyt smakuje, chyba trafiamy na same kwaśne 😉
  • gruszka – mniaaaaam, najlepsza z najlepszych
  • śliwka – pychotka
  • morela – daje radę

To tyle póki co. Oczywiście podstawą w dalszym ciągu jest pierś. W kolejnych postach o naszym wprowadzeniu glutenu i napojach.

IMG_5105.JPG
Takie krzesełko mamy z Ikei – jak widać Saruni się podoba!
IMG_5026.JPG
Pierwsze karmienie przez Tatusia – łatwo nie było, ale dali radę 😉
IMG_4992.JPG
Ponoć dobry sprzęt do ciumkania – Sarka obrabia jabłuszko, ale nie korzystamy z tego zbyt często.
IMG_5230.JPG
Patrzcie jak zjadłam – miseczka pusta!
Reklamy

6 uwag do wpisu “Jak się przygotować do rozszerzania diety?

  1. U mnie rozszerzanie diety to był totalny chaos. Dałam najpierw marchewkę, ziemiaka, brokuła, jabłko ale potem to już jakoś tak leciało że nawet nie wiem kiedy się zorientowałam że mały je już wszyściutkoo!! Wynika to też z tego że na przełomie kończonych 6 miesięcy byliśmy z małym na urlopie więc nie miałam jak za bardzo przesztregać tych wszystkich zasad. U nas króluje BLW , czasami nakarmię łyżeczką jak jest jedzonko którego nie da rady sam. Pierwsze podejścia to była klapa, bałam się że sie zadławi, rezygnowałam, wracałam, aż w końcu się udało. Małemu wyszły zęby dopiero w 9 miesiącu więc wcześniej nauczył się wszystko! mielić dziąsłami. Zachwalam sobie mega BLW. Mały jest samodzielny i zadowolony. I to prawda że do bałaganu można przywyknąć. Z początku się denerwowałam, teraz sprzątam w 3 minuty. Zastanawia mnie to krzesełko z IKEI, wszyscy je mają, dziecku jest tam wygodnie? Jest przypięte czymś, jakimiś pasami? Nóżki tak wiszą? Pytam bo ja kupiłam krzesełko specjalnie takie z podnóżkiem bo myślalam że maluchowi nie mogą tak wisieć. Takie ładne bajeranckie i niestety pełno szpar do sprzątania (mądra po szkodzie). Ale też już przywykłam 🙂 Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Ja właśnie należę do tych matek – panikar i boję się tego blw. Po cichu pewnie trochę Wam zazdroszczę… Ale może przy kolejnym dziecku nie będę tak panikować 😉
      Krzesełko z ikei – tak jak pisałam, plus jest taki, że zajmuje mało miejsca, co dla nas jest mega ważne i szybko się sprząta – plastik, brak zamakarków. Nóżki wiszą… ale Mała siada w nim tylko do jedzenia. U rodziców mamy inne, z podnóżkiem regulowanym, opuszczanym oparciem, mięciutkie, na kółeczkach. Tam Sarcia czasem dłużej może siedzieć – jak my jemy obiad, a ona akurat nie ma ochoty leżeć na podłodze, tylko chce być z nami. Docelowo więc jeśli w grę wchodzi tylko czas jedzenia – to z ikei jest ok. Nóżki wiszą, ale w zasadzie na huśtawkach na placu zabaw też wiszą, a dzieci to lubią 😉 Sama lubię jak mi wiszą i mogę nimi pomachać 😉

      Polubienie

    1. Renata? 🙂

      My pierwszego motylka kupiliśmy z LaMillou tylko dlatego, że ufam Zawitkowskiemu, który projektował tamte podusie. Używamy od pierwszych tygodni życia do teraz. Sprawdza się idealnie podczas spacerów, zwłaszcza, gdy dookoła kostka brukowa… Podusia ładnie niweluje wstrząsy, nie trzeba się martwić o główkę maluszka. Teraz Sara ma pół roku, za nami przesiadka do spacerówki, a w niej nowa podusia motylek. O główkę niemowlaka trzeba dbać, lepiej dmuchać na zimne. Z podusią jest wygodnie i mięciutko, nie trzeba podkładać żadnych pieluszek i kocyków. Docelowo poszuka ma służyć także w foteliku samochodowym, ale nie sposób ją upchnąć do tego najmniejszego. Jak zmienimy fotelik to z pewnością znajdzie się w nim też motylek. My polecamy z czystym sercem.

      Polubienie

  2. Mój Miki też nie przepada za brokułami, a szpinakiem to się aż ksztusił z nerwów – z zielonych warzyw więc na razie zrezygnowałam. Zajada się wszystkimi deserkami, najbardziej smakowała mu morela – zjadał cały słoiczek ku mojemu smutkowi, bo deserki chętnie po nim dojadałam 🙂 Miki za tą siateczką nie przepada, chyba mu przeszkadza ta faktura.
    A co do karmienia przez tatę…u nas był totalny sajgon, tak samo jak przy pierwszym pampersie 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s