Nasz Kotek był chory i leżał w łóżeczku

Wiersz mojego dzieciństwa staje się naszą codziennością. Po ponad pięciu bezproblemowych miesiącach, zjawiła się ona. Przebrzydła, nieprzewidywalna choroba. Bezpardonowo wdarła się w nasze życie i zabrała Misi to, co najlepsze: spokojny sen, radosną zabawę, chichotki ze wszystkiego dookoła.
A zaczęło się w zasadzie niewinnie: zatkany nosek i poranny kaszelek. Stwierdziłam, że lepiej dmuchać na zimne i poszłyśmy do lekarza. Pani doktor osłuchała Sarenkę i stwierdziła, że czerwone gardełko i zatkany nosek świadczy o rozpoczynającej się infekcji wirusowej. Wypisała mnóstwo leków (na szczęście żadnych antybiotyków) i kazała przyjść po tygodniu, gdyby objawy nie ustąpiły. Wróciłyśmy do domu i dopiero się zaczęło… Kaszel nieprzerwany, wielokrotny, suchy, drapiący. Zatkany katarkiem nosek nagle zmienił się w wodospad, z którego leci i końca nie widać. Misia dostała gorączkę…

IMG_4209
Marudkę najlepiej ululać w chuście – zapada wtedy w spokojny sen.

IMG_4210

IMG_4216
Po wizycie w przychodni poszłyśmy jeszcze z babcią na procesję… Może to był błąd?

Męczyła się wczoraj strasznie, długo nie mogła zasnąć, przy piersi też popłakuje – katarek utrudnia jej jedzenie. A w nocy obudziła się z takim przeraźliwym płaczem, jakiego jeszcze w jej wykonaniu nie słyszałam. Aż samej chciało mi się płakać, najgorsza jest ta bezsilność właśnie… Lecimy więc na czopkach przeciwgorączkowych i całej masie innych leków: witamina C, syrop na kaszel, spray na gardełko, calcium, kropelki do noska, maść majerankowa. Dziś rano mężuś pobiegł do apteki i kupił inhalator, jesteśmy po pierwszych inhalacjach. Aktualnie jest już znacznie lepiej, humorek też troszkę lepszy, ale do pełni sił jeszcze daleka droga…

IMG_4229
Przebrzydłe choróbsko zamieniło moją Śmieszkę w Smutaska.
IMG_4230
I oczka takie zaszklone…
IMG_4241
Kierowca bombowca, czyli tak się dziś inhalujemy!

I tak się zastanawiam i szukam przyczyny. Bo może można było ją od tego uchronić? Może te kilka dni zdradliwej wiosny i lekkiego ubioru to dla nas za dużo? A może to ta przychodnia dla dzieci chorych? Mam wrażenie, że poszłam do lekarza  z dzieciątkiem podziębionym, a wróciłam z jakimś mega choróbskiem. Siedziałam w poczekalni z małą Misią na kolanach, a obok kilkuletni chłopiec kaszlał tak przeraźliwie, że aż mi się chciało płakać. Na szczęście jego mama przepuściła nas w kolejce, żebyśmy nie musiały dłużej siedzieć w tej wylęgarni zarazków. Zaraziła się w przychodni? Nie dojdę już do tego, ale decyzja podjęta: do przychodni dla dzieci zdrowych będziemy dalej chodzić, bo tam nam nic nie grozi. Ale do dzieci chorych nigdy więcej. W razie podejrzenia choroby będę wzywać lekarza na wizytę domową. Może jestem przewrażliwioną matką, ale zdrowie Saruni jest dla mnie najważniejsze.

IMG_4247.JPG
Chorobowa wyprawka Sareczki…

IMG_4234.JPG

IMG_4239.JPG
A dziś po drzemce takie widoki w łóżeczku – humorek troszkę wraca! 🙂

 

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Nasz Kotek był chory i leżał w łóżeczku

  1. Masz rację, przychodnia to napewno wylegarnia zarazków. …jeżeli dziecko nie jest bardzo chore to można próbować leczyć domowymi sposobami a jeżeli jest gorzej to tak jak pisałaś można zamówić wizytę domową. …życzę dużo zdrowia

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s