Pewność niepewna

Zostaliśmy zaproszeni przez zaprzyjaźnioną fundację do pomocy w szkoleniu lekarzy. Szkolenie miało dotyczyć opieki paliatywnej, mieliśmy podzielić się swoimi doświadczeniami z ciąży i porodu. Przerażające jest to, że tak wielu lekarzy nie ma pojęcia jak rozmawiać z pacjentem, w jaki sposób przekazywać złe wiadomości, jak towarzyszyć i być wsparciem w naprawdę ciężkich chwilach. Niejednokrotnie też sprawa wygląda zupełnie inaczej – nie tyle nie wiedzą co powiedzieć, ile traktując pacjenta bardzo rutynowo, nie zwracają uwagi na jego uczucia. Na swojej jakże trudnej drodze w pierwszej ciąży spotykaliśmy wiele różnych osób ze służby zdrowia, jedne były dla nas wsparciem i podporą, podejście innych sprawiało, że gotowała się w nas złość. Tym bardziej cieszymy się z zaproszenia, bo jeśli chociaż jedna z obecnych lekarek dzięki naszej krótkiej prelekcji nauczy się trwać przy pacjencie – to będzie nasz ogromny sukces.

Zatem byliśmy na szkoleniu i było bardzo miło. Zupełnie niespodziewanie mieliśmy okazję spotkać się tam z paniami położnymi, które cudownie się nami zaopiekowały w trakcie porodu. Gdyby nie ich wsparcie, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Wytuliłam je więc mocno jeszcze raz dziękując za okazaną pomoc. Wspomnienia wróciły… Piękne, cudowne chwile z naszą maleńką córeczką… To już 9 miesięcy, odkąd narodziła się dla Nieba. Czas płynie nieubłaganie, dzień za dniem ucieka i powrót do rzeczywistości odbiera nam te wspomnienia, które wcześniej celebrowaliśmy tak często. A ja chcę pamiętać. Chcę zatrzymać w pamięci każdą chwilę, kiedy nasza córeczka była z nami. Postanowiłam więc, że ten blog będzie dla mnie również wspomnieniem. Chcę pisać nie tylko o tym, co aktualnie się dzieje, ale też spisać wszystko to, co jest dla mnie bardzo ważne, a wiąże się nierozerwalnie z tamtym okresem. Nie chcę się odcinać od przeszłości. To, co nam się przytrafiło jest naszą częścią, doświadczenie rodzicielstwa, które już zdobyliśmy, ukształtowały nas w pewien sposób. Chcemy o tym pamiętać nawet, jeśli mają to być chwilami bolesne wspomnienia.

Tymczasem coś się zmieniło. Zeszłotygodniowy test ciążowy negatywny, a miesiączki nadal brak. 43 dni cyklu to dość sporo, zmartwiona rozpoczynającymi się pewnie jakimiś problemami hormonalnymi postanowiłam  po raz kolejny, dla czystej formalności wykonać test. Zrobiłam w sobotę późnym wieczorem i nic. Przynajmniej przez pierwszych kilka minut wydawało mi się, że nic, ale po chwili ujrzałam niemalże przezroczystą drugą kreseczkę. Pokazałam mężowi, który oczywiście stwierdził, że nic tam nie ma. Po moich wielokrotnych nabywaniach, aby to szczegółowiej przeanalizował, pod światło, ze światłem i niemalże pod mikroskopem stwierdził, że rzeczywiście coś delikatnie przebija, ale to pewnie tylko warstwa od spodu, która nasiąkła od moczu 😀 Ja uparłam się, że coś jednak widzę, zrobiłam nawet zdjęcie dla pewności, żeby potem mu wypominać, że własnego dziecka nie poznał 😛 Ale przyznam szczerze, że na zdjęciu to i ja sama przestałam cokolwiek widzieć. Rankiem powtórzyliśmy więc test i… jest kreseczka! Nadal bladziutka strasznie, ale ewidentnie ciemniejsza od poprzedniej. Zatem mamy dwie kreseczki. Co my na to? To trudne do opisania. Początkowo myślałam, że jak uda się znów zajść w ciążę, będą nam towarzyszyły takie uczucia, jak przy pierwszym maluszku. Przeogromna radość, euforia, plany i marzenia. Co jest teraz? Niedowierzanie. Brak tej pewności, że to na pewno ciąża. Ponadto strach. Taaak, zdecydowanie on jest uczuciem dominującym. Strach o to, czy tym razem będzie dobrze.

Wybraliśmy się dzisiaj do lekarza, który nie rozwiał w żaden sposób naszych wątpliwości. Najpierw,na podstawie tylko dnia ostatniej miesiączki stwierdził, że to już pewnie 6-7 tydzień, a w trakcie badania USG nie potwierdził ciąży. Powiedział, że jeśli ciąża w ogóle jest, to jest ona znacznie wcześniejsza niż możnaby wnioskować z miesiączki, ponieważ poza grubym endometrium i jednym ciemniejszym obszarem nic nie widzi, nawet pęcherzyka. Kazał cierpliwie czekać i wrócić za 3 tygodnie. Coś czuję, że to będą naprawdę długie tygodnie…

Na koniec dwa testy do porównania, na których chyba tylko ja widzę to, co chcę zobaczyć. Ale kiedy tak przyglądam się tej pierwszej kreseczce pod światło to… naprawdę tam jest! 😉

IMG_6122

Advertisements

4 thoughts on “Pewność niepewna

  1. Kochana wzruszyłam się czytając Twój wpis;*
    A na drugim teście i ja widzę kreskę. Z całych sił zaciskam kciuki, żeby było dobrze. Domyślam się, że teraz te tygodnie oczekiwania nie będą łatwe.
    A nie myślałaś, żeby zrobić test z krwi?

    Przytulam;*

    Lubię to

  2. Kochaaana zdecydowanie drugą kreseczkę widać… ja taką miałam w swoim drugim teście… 🙂
    Od razu zrobiłam BetaHCG i nie miałam już wątpliwości, więc Tobie również polecam… bo ja chyba trzech tygodni bym nie wytrzymała 😛
    W każdym razie cieszę się przeogromnie i życzę z całego serduszka, byście mogli na następnej wizycie zobaczyć już malusie, pulsujące serduszko! 🙂

    Masz rację, niestety zbyt wielu lekarzy, położnych i pielęgniarek jest bardzo nieczułych… niektórym po prostu brakuje „człowieczeństwa” t smutne! 😦

    Co do wspomnień, myślę, że akurat te, o których wspomniałaś mimo bólu warto zachować w pamięci… W końcu w niebie jest ktoś, kto nad Wami czuwa… 🙂 I tym razem na pewno wszystko się ułoży :*

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s